ŚDM w Krakowie – podsumowanie okiem nie-pielgrzyma

Jedno z największych i najbardziej wymagających wydarzeń w historii Krakowa dobiegło końca. W niedzielę oglądaliśmy odlatujący w strugach deszczu uderzających o kokpit, specjalnie na tę okazję przygotowanego Dreamlinera, który wczesnym wieczorem wzbił się w obłoki i robiąc jeszcze rundę honorową ponad najważniejszymi miejscami pielgRzymki odleciał w stronę Stolicy Apostolskiej.

biuro
rodzina na plaży
Autor: Familjen Helsingborg
Źródło: http://www.flickr.com
Jak to wyglądało z boku?

Większość Krakowa zamarła. Od poniedziałku im bliżej centrum miasta, tym trudniej było znaleźć osobę mówiącą płynnie po Polsku. Większość pielgrzymów miała przyjechać dopiero za kilka dni, jednak spora część postanowiła już wcześniej rozpocząć celebrowanie. Niektórzy mieszkańcy Krakowa musieli pozostać jednak na dyżurach i chronić swoje firmy przed upadkiem. I tak pierwsze trzy dni były jak zbawienie. Puste miasto i całkowity brak korków. Większa ilość obcokrajowców na ulicach, jednak początkowo wykorzystywali oni to, że przyjęły ich różne rodziny, parafie i hotele w Polsce, od gór aż po samo morze i zwiedzali na potęgę. Większość z nich uśmiechnięta i uprzejma, zupełnie inaczej niż codzienny widok na ulicach miasta, gdzie chodniki przemierzają zazwyczaj ludzie zamyśleni, zmartwieni lub pragnący zostać najlepszym trenerem Pokemon w historii. Wszyscy żyli i działali w oczekiwaniu na pierwszy kluczowy dla nich moment – czwartek i przylot Papieża do Polski. Wraz z jego lądowaniem zaczęły się migracje. Do Krakowa zaczęli zjeżdżać ludzie z całej Polski, a w kolejnych dniach docierały także osoby, które witały Franciszka na Jasnej Górze oraz w Oświęcimiu. I ciężko powiedzieć, że utrudniały one jakoś życie osobie, która cały ten tydzień spędziła w mieście. Wszyscy ludzie byli naładowaniu pozytywną energią. Znaczna większość przyjechała zgłębić wiarę i tak naprawdę tylko jednostki chodziły po całonocnych imprezach. W końcu dla tych, którzy mieszkali u rodzin wymogiem było to, że mieli przed północą wrócić do danego miejsca zamieszkania. Dzięki temu również obyło się bez większych incydentów, poza jednym, który został mocno nagłośniony. Pielgrzymi byli też dobrze zorientowani. Rzadko zadawali pytania o drogę, a częściej po prostu pozdrawiali mijane osoby – www.eholiday.pl.

Restauratorzy ostatecznie trochę narzekali na mały ruch – wina talonów na jedzenie, ale hotele w Polsce miały pełne obłożenie.
Takie wydarzenie było sprawdzianem również dla służb porządkowych w kontekście zagrożenia terrorystycznego. Po całym tygodniu można stwierdzić, że spisali się oni na medal.

You may also like...